Poliamoria a poligamia – czym różnią się te dwa pojęcia?
Różnica między poliamorią a poligamią sprowadza się do ślubu: poliamoria to kilka jawnych relacji uczuciowych za zgodą wszystkich osób, a poligamia to kilka małżeństw zawartych jednocześnie. Pierwsza nie wymaga żadnego formalnego statusu, druga opiera się na prawie, religii albo zwyczaju. Dlatego w Polsce wielożeństwo jest przestępstwem bigamii, a poliamorii żaden przepis nie zakazuje. Nie daje jej też żadnej ochrony.
Poliamoria to wielomiłość, poligamia to wielożeństwo
Różnicę widać już w końcówce słowa. „-amoria” pochodzi od łacińskiego amor, czyli „miłość”, a „-gamia” od greckiego gamos, czyli „małżeństwo”. Wspólny jest tylko przedrostek poli-, od greckiego polys, czyli „wiele”. Poliamoria oznacza więc kilka relacji uczuciowych naraz, poligamia – kilka małżeństw naraz.
Poliamoria, czyli wiele relacji za wiedzą wszystkich
Poliamoria, po polsku wielomiłość, to kilka relacji uczuciowych prowadzonych jednocześnie, za pełną wiedzą i zgodą wszystkich zaangażowanych osób. Liczba partnerów niczego tu nie przesądza. Nie przesądza też to, czy relacje mają wymiar seksualny. Poliamoria należy do konsensualnej niemonogamii, czyli układów, w których na brak wyłączności zgodziły się wszystkie strony.
Zgoda i jawność odróżniają ją od zdrady, także od zdrady emocjonalnej, w której uczucie do innej osoby rozwija się w ukryciu przed partnerem. Od swingingu dzieli ją z kolei więź uczuciowa. Swinging to seks pary poza związkiem z członkami innej pary. Ta sama różnica oddziela poliamorię od związku otwartego. Zgoda pary na kontakty seksualne z innymi osobami nie oznacza jeszcze kolejnych relacji miłosnych.
Przymiotnik „poly-amorous” pojawił się po raz pierwszy w 1990 roku, w eseju Morning Glory Zell-Ravenheart „A Bouquet of Lovers”.
Żaden urząd ani obrzęd nie potwierdza takiego układu. Zasady ustalają w nim sami zainteresowani.
Poligamia, czyli wiele małżeństw jednocześnie
Poligamia w ścisłym sensie to małżeństwo jednej osoby z kilkoma współmałżonkami jednocześnie. Polski odpowiednik to „wielożeństwo”. Encyklopedia PWN dzieli ją według tego, kto ma kilku współmałżonków naraz. W poligynii jeden mężczyzna ma kilka żon, w poliandrii jedna kobieta ma kilku mężów. W mowie potocznej poligamię utożsamia się z poligynią. Ta odmiana jest przy tym znacznie częstsza.
Samo słowo ma jednak różne zakresy znaczeniowe:
- Prawo i antropologia – instytucja małżeństwa z więcej niż jednym współmałżonkiem, uznana przez prawo, religię albo zwyczaj.
- Biologia – system kojarzenia się zwierząt. Poligamia społeczna to wspólne życie z kilkoma partnerami, a poligamia genetyczna to potomstwo z więcej niż jednym partnerem.
- Mowa potoczna – posiadanie kilku partnerów w ogóle, bez względu na ślub, często z nutą oceny.
Porównywanie poligamii z poliamorią ma sens tylko w pierwszym, małżeńskim znaczeniu. W znaczeniu biologicznym i potocznym poligamia opisuje po prostu wielu partnerów.
Gdzie naprawdę przebiega granica między poliamorią a poligamią?
Granicę wyznacza formalny status. Poligamia wymaga kilku zawartych małżeństw. Poliamoria nie potrzebuje żadnego ślubu. Drugim kryterium jest symetria: czy każda osoba ma te same prawa do kolejnych relacji i czy jej zgoda była świadoma. Zgoda wymuszona przez rodzinę albo wspólnotę tego warunku nie spełnia.
Oba układy różnią się w następujących wymiarach:
- Status formalny – poligamia to kilka małżeństw uznanych przez prawo, religię albo zwyczaj. Relacji poliamorycznych nikt nie rejestruje.
- Zgoda – w poliamorii zgoda wszystkich stron należy do definicji. W poligamii o wymaganej zgodzie decyduje dany system prawny lub religijny. Zdanie pozostałych małżonków bywa przy tym pomijane.
- Kierunek relacji – w typowej poligynii mąż może mieć kilka żon, a żony nie mogą mieć innych partnerów. W poliamorii każda osoba może nawiązywać kolejne relacje na zasadach uzgodnionych przez wszystkich.
- Rola uczucia – małżeństwo poligamiczne bywa zawierane z powodów majątkowych, rodowych albo religijnych. W poliamorii uczucie jest powodem, dla którego relacja istnieje.
Asymetrię najłatwiej zobaczyć w typowej poligynii. Przypomina ona zamkniętą gwiazdę: w centrum stoi mąż, a kilka żon jest powiązanych tylko z nim. Często obowiązuje przy tym hierarchia małżeńska, w której pierwsza żona ma inną pozycję niż kolejne. Poliamoria tworzy strukturę otwartą, która może się rozrosnąć w sieć opisaną niżej.
Z tych różnic wynikają dwie sytuacje, które tylko na pierwszy rzut oka wyglądają na paradoks. Poligamia może istnieć bez miłości. Trzymają ją kontrakt małżeński, majątek i obowiązki wobec rodu. Poliamoria może istnieć bez ślubu. Trzyma ją uczucie i umowa partnerów. Oba układy odchodzą od monogamii. Poliamoria jest jednak konsensualną niemonogamią z definicji, a poligamia tylko wtedy, gdy zgoda wszystkich małżonków jest rzeczywista.
Polskie prawo karze za wielożeństwo, ale poliamorii nie reguluje
Zawarcie kolejnego małżeństwa w trakcie trwania poprzedniego jest w Polsce niedopuszczalne i karalne. Relacje nieformalne z kilkoma osobami nie są natomiast ani zakazane, ani chronione. Art. 13 § 1 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego wprowadza przeszkodę pozostawania w związku małżeńskim: kto już jest w małżeństwie, nie może zawrzeć kolejnego. Małżeństwo zawarte mimo tej przeszkody sąd może unieważnić. Sam ślub to przestępstwo bigamii z art. 206 Kodeksu karnego, za które grozi grzywna, ograniczenie wolności albo pozbawienie wolności do lat 2. Przepis obejmuje każde małżeństwo ze skutkami cywilnymi, także konkordatowe.
Poliamoria nie podlega żadnemu z tych przepisów, bo żadna z jej relacji nie jest małżeństwem. Brak zakazu oznacza jednak także brak statusu prawnego. Partner nieformalny nie dziedziczy z ustawy i nie może żądać alimentów tak jak małżonek. Do informacji o leczeniu ma zwykle dostęp dopiero wtedy, gdy pacjent go do tego upoważni. Część tych skutków można złagodzić testamentem i pełnomocnictwami. Ich wybór warto omówić z prawnikiem.
Czy poliamoria w małżeństwie to już poligamia?
Jedno małżeństwo, nawet otwarte na inne relacje, w świetle prawa nie jest poligamią. Dla prawa taki układ to małżeństwo plus relacja, o której przepisy milczą.
O tym, czy relacja poza małżeństwem jest poliamorią, czy zdradą, decyduje świadoma zgoda współmałżonka, wyrażona przed nawiązaniem tej relacji. Ta sama zgoda odróżnia od zdrady otwarty związek, w którym małżonkowie dopuszczają kontakty seksualne poza parą.
Poliamoria w małżeństwie może opierać się na hierarchii relacji. Małżeństwo pozostaje relacją pierwszoplanową, ze wspólnym majątkiem, dziećmi i decyzjami. Pozostałe relacje mają uzgodnione granice, na przykład czas, obecność w życiu rodzinnym albo wspólne plany. Hierarchię ustalają jednak sami partnerzy i każda para może ją ułożyć inaczej.
Czy zgoda współmałżonka przesądza sprawę w razie rozstania? Nie zawsze. Otoczenie może oceniać taki układ jak zdradę. Sąd w sprawie rozwodowej sam ocenia, czy któryś z małżonków ponosi winę rozkładu pożycia. Rozwód z orzeczeniem o winie, przewidziany w art. 57 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, opiera się zwykle na naruszeniu obowiązków małżeńskich. Jednym z nich jest obowiązek wierności z art. 23. Wcześniejsza zgoda może mieć znaczenie dla tej oceny, ale trudno ją udowodnić. Dlatego przed rozwodem warto skonsultować sytuację z adwokatem.
Związek poliamoryczny stoi na zgodzie, jawności i umowach

Co trzyma układ poliamoryczny w całości? Trzy zasady. Pierwsza to zgoda każdej osoby na kształt układu, druga to jawność wobec wszystkich partnerów, a trzecia to stała rozmowa, w której ustalenia się aktualizuje. Umowa partnerów określa też, co uznaje się za naruszenie zaufania. Przykładem jest zatajenie nowej relacji.
Każdy związek poliamoryczny przyjmuje kształt, który wynika z tych ustaleń. Przykładowe układy to:
- Układ typu V – jedna osoba jest w relacji z dwiema innymi, które łączy tylko wspólny partner.
- Triada – trzy osoby, z których każda jest w relacji z każdą.
- Sieć – relacje sięgają dalej, bo partnerzy mają własnych partnerów. Całą taką sieć często nazywa się polikułą.
Układ może się zmienić razem z ustaleniami. V staje się triadą, gdy dwie osoby połączone dotąd tylko przez wspólnego partnera nawiążą własną relację.
Czy poliamorię trzeba leczyć?
Poliamoria nie jest chorobą ani zaburzeniem. Klasyfikacje diagnostyczne, czyli DSM-5 Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego i ICD-11 Światowej Organizacji Zdrowia, nie wymieniają konsensualnej niemonogamii wśród zaburzeń psychicznych. Najbliższe tematowi zaburzenie kompulsywnych zachowań seksualnych z ICD-11 opisuje utratę kontroli nad zachowaniem, a nie liczbę uzgodnionych relacji. Kochanie kilku osób za ich wiedzą nie jest więc podstawą do żadnej diagnozy.
Dane o takich układach podaje komitet ds. konsensualnej niemonogamii działający przy jednej z sekcji Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego. Według komitetu osoby w takich układach i osoby monogamiczne deklarują podobny poziom satysfakcji ze związku, zaufania, zaangażowania i zdrowia psychicznego. Ten wynik opisuje grupy i nie przesądza o losie konkretnej pary. Zjawisko nie jest też marginalne: 1 na 5 osób przynajmniej raz w życiu była w relacji konsensualnie niemonogamicznej. Tak określa swoją obecną relację około 1 na 22 osoby w związku romantycznym.
Osoby w konsensualnej niemonogamii odczuwają zwykle niski poziom zazdrości i łagodne formy niepewności w związku. Niski poziom nie oznacza jednak zerowego. Poliamorysta, który szuka wsparcia, najlepiej trafi do terapeuty, który zna konsensualną niemonogamię i nie ocenia samego modelu relacji.







